Jesień w Linkoping jest zimna i dżdżysta. Ciężkie, deszczowe chmury pchane przez wiatr suną leniwie po ołowianym niebie. Ze wszystkich drzew spadają liście, bezszelestnie wpadając do ogromnych kałuży. Wilgoć i przeszywający mroźny wiatr zawładnęły całym krajem. Komisarz Malin Fors moknąc od ciężkich kropel deszczu, stoi przed pięknym zamkiem i przygląda się pływającym w fosie zwłokom Jerry’ego Peterssona. W głowie Fors, aż roi się od pytań. Czy ten ubrany w groteskowo wyglądający żółty płaszcz przeciwdeszczowy denat leżący na dnie fosy miał wrogów? Wszystko wskazuje na to, że tak. Poza tym wygląda na to, że ktoś pomógł mu znaleźć się w fosie okrążającej zamek. Pytanie brzmi: kto? Uwierzcie mi na słowo, że jest tylko kwestią czasu kiedy Malin to odkryje. Pytanie tylko kiedy odkryje, że jesień wraz ze wszystkimi negatywnymi skutkami i tragicznymi wydarzeniami ogarnęła nie tylko Linkoping lecz powoli acz zdecydowanie wkracza do życia Malin i jej poskładanej niedawno na nowo rodziny. Kryzys małżeński, który dotknął małżeństwo Malin zdaje się przeżywać apogeum. Przed jej oczami codziennie pojawiają się zeszłoroczne, tragiczne wydarzenia. Chcąc odgonić od siebie te obrazy, Malin za każdym razem sięga po butelkę czegoś mocniejszego przez co nie zauważa, że jej życiem także zawładnęła zimna, dżdżysta jesień.
Mans Kallenhof został okrzyknięty królem skandynawskiego kryminału ostatnich lat. Czy słyszałam kiedykolwiek o Mansie Kallenhofie? Nigdy! Czy mi sie podobało? Bardzo! ... ale o wszystkim po kolei. Jestem pod wielkim wrażeniem umiejętności pisarskich autora, Kallentohof potrafi wprowadzić czytelnika w taki klimat, że niemal czujemy przeszywającą powietrze wilgoć i zapach leżących na łąkach, rozkładających się liści. Autor aplikuje nam solidną porcję, dogłębnej, dokładnie przemyślanej analizy psychologicznej bohaterów. Jako wielki plus należy uznać fakt, że pomimo iż Malin Fors jest główną bohaterką „Jesiennej sonaty” (i dwóch poprzednich części) postacie pozostałych bohaterów są nakreślone w bardzo wyrazisty sposób. Mają swoje życie, w które jesteśmy wtajemniczeni, znamy ich słabości, ich pragnienia oraz życie rodzinne – dzięki autorowi nie są to tylko szare, drugoplanowe postacie niezauważalnie przemykające po kartach Jesiennej sonaty. Konstrukcja ksiązki oraz nagłe, nieoczekiwane zwroty akcji sprawiają, że w czytelniku odczuwa nieprzepartą chęć do przewracania kolejnych stron ksiązki.
Całość oceniam naprawdę pozytywnie. Jedynym błędem jaki zrobiłam przy czytaniu tej serii było rozpoczęcie jej od III tomu. Moim zdaniem całą serie powinno czytać się od początku by móc na bieżąco uczestniczyć w życiu komisarz i całego posterunku. Nie mniej jednak jeśli komuś nie przeszkadza fakt, że w akcję wplecione są rozgrywające się w poprzednich tomach wydarzenia może bez cienia obawy sięgnąć po Jesienną sonatę bo to naprawdę kawał porządnego kryminału.
