Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 października 2011

Joyce Carol Oates "Opowieść wdowy"



Niektóre z książek pisane są po to aby bawić i umilić czas czytelnikowi. Są też takie, po przeczytaniu których z wielką ostrożnością odkłada się je na półkę, zamyka oczy i myśli. Do tej drugiej kategorii z pewnością należy zaliczyć książkę „Opowieść wdowy” autorstwa cenionej na całym świecie pisarki, eseistki i poetki Joyce Carol Oates.
Ray i Joyce są zgodnym, spełnionym małżeństwem z długim stażem. Kochają się, dbają o siebie, mimo bardzo długiego stażu małżeńskiego nadal z czułością patrzą sobie w oczy, każdą wolną chwilę spędzają na wspólnych spacerach w parku nad rzeką trzymając się za rękę. Zawsze razem, zawsze we dwoje. Tak jak wielu z nas nie zdają sobie sprawy, że tuż za ich plecami czai się podstępny cień, z wykrzywionym uśmiechem trzymający w rękach klepsydrę, w której ziarenka piasku spadają nieubłaganie. Rankiem 11 lutego 2008 roku rozpoczęło się preludium tragedii. Ray z objawami zapalenia płuc trafia do szpitala. Żadne z nich nie mogło przeczuwać, że to co zaczęło się szarym, zimowym rankiem zakończy się tak tragicznie. Joyce nie zdawała sobie sprawy jakie poważne konsekwencje dla jej całego późniejszego życia będzie miał ten dzień. Nie przewidywała, że to właśnie ona niedługim czasie doświadczy w najgorszym tego słowa znaczeniu co to znaczy umierać podczas życia.
 „Opowieść wdowy” to książka, którą można określić na wiele sposobów. Z pewnością jest to autobiograficzna powieść, pamiętnik ale również swoisty podręcznik - poradnik dla kobiet, które straciły męża. Oates znana z bronienia do upadłego swojej prywatności tym razem uchyla drzwi od wieków broniące dostępu do jej życia i wprowadza nas do świata, który był schowany przed kamerami, fleszami aparatów i wścibskimi oczami nieznajomych. Książka nie jest zbiorem opisanych przez autorkę suchych faktów. Joyce ukazuje jak ogromna i prawdziwa była jej rozpacz po stracie męża. Jak z dnia na dzień całe jej życie legło w gruzach. Jak później musiała nauczyć się całego poukładanego przez tyle lat życia na nowo. Opisuje co to znaczy nauczyć się od nowa samotnie spać w dużym, pustym łóżku, w którym zawsze obok leżało ciepłe, pachnące ciało kochanego męża, czy też w samotności poruszać się po domu ze świadomością, że tam gdzieś w pokoju na końcu korytarza przy dębowym biurku codziennie siadał Ray, a teraz stoi tam tylko puste krzesło. Jak trudne są dla niej spotkania ze znajomymi, którzy zawsze uważali was za jedność gdy ty nagle zostajesz zupełnie sama. Opisywane przez nią, naznaczone wielkim cierpieniem i poczuciem bezradności przeżycia doświadczane po śmierci męża przeplatane są wspomnieniami z ich czterdziestosiedmioletniego udanego małżeństwa.
Autorka długo po śmierci nie mogła się oswoić ze swoim wdowieństwem. Nie potrafiła zmusić się do przestawienia zostawionych przez męża książek, skasowania nagranego przez Raya przed laty przywitania na automatycznej sekretarce. Nie była przygotowana na to wszystko co po11 lutego 2008 roku zgotował jej los.
Książka ukazuje nam obraz zwykłej kobiety. Nie pisarki. Nie cenionej na całym świecie literatki lecz kobiety, kochającej żony, która straciła sens życia - swojego męża.
 „Opowieść wdowy” nie należy do łatwych książek niemniej jednak należy ją przeczytać. Nie można przejść koło niej niewzruszonym bo pokazuje, że życie to nie tylko pasmo nieustających sukcesów, śmiechu i pozytywnych doświadczeń ale również to o czym niejednokrotnie boimy się nawet pomyśleć. Bo przecież życie to często zdarzenia na które nie mamy wpływu, a które niejednokrotnie nas przerastają.


Za egzemplarz  recenzyjny dziękuję Wydawnictwu REBIS

poniedziałek, 4 lipca 2011

Kornelia Stepan „Żona astronoma. Historia Elżbiety Katarzyny Heweliusz.”

Elżbieta Katarzyna Heweliusz to postać nadzwyczaj godna uwagi, dlatego też cieszę się, że miałam okazję zapoznać się z nią dzięki książce Kornelii Stepan „Żona astronoma. Historia Elżbiety Katarzyny Heweliusz” ale po kolei…

Niełatwo było być kobietą w XVII-wiecznym świecie, tym bardziej jeśli wbrew dobrym obyczajom i ustalonym z góry regułom ma się marzenia, które za wszelką cenę chce się realizować, a tym bardziej jeśli tematyka tychże zarezerwowana jest jedynie dla mężczyzn. Czasy w jakich przyszło żyć tej nadzwyczaj mądrej kobiecie nie sprzyjały wielkiemu rozwojowi myśli  prezentowanych przez białogłowy. Jednakże przyznać trzeba, że Elżbieta miała od samego początku dobry los po swojej stronie. Czterokrotnie szczęście stanęło na jej życiowej drodze obdarzając nader łaskawie. Po raz pierwszy gdy przyszła na świat i pomimo obaw rodziców - Elżbieta Katarzyna Koopmann jako jedyna z dziewięciorga dzieci bogatego kupca z Gdańska wywinęła się śmierci i postanowiła żyć.
Po raz drugi gdy los zesłał jej do opieki mamkę Dobrą Teresę – zakonnicę, która nauczyła ją kochać, wtajemniczyła w nauki wielkich filozofów, stale pokazywała, że świat nie kończy się na obowiązkach domowych i sielskim Bąkowie, a przede wszystkim pokazała jak wspaniały (choć w ówczesnych czasach niedostępny dla płci pięknej) potrafi być świat nauki. To właśnie dzięki opiekującej się nią od najmłodszych lat Teresie, Elżbieta rozwijała drzemiące w niej pokłady odwagi, uporu w dążeniu do celu oraz świadomość, że jest kimś wyjątkowym.
Dzięki losowi dane jej było również spotkać jedyną miłość swojego życia - Eduarda Hayna. I choć przez sprzeciw rodziców nie dane było im spędzić ze sobą więcej niż jedno południe w gaju do końca życia miejsce w jej serce przeznaczone było tylko dla niego.
Mimo okoliczności jakie towarzyszyły małżeństwu, wydanej za mąż zaledwie w wieku szesnastu lat Elżbiety z Janem Heweliuszem należy uznać, że dziewczyna ta po raz kolejny otrzymała szczodry dar od losu. Małżeństwo ze znanym w całym niemalże ówczesnym świecie Janem Heweliuszem zostało zaaranżowane przez rodziców Elżbiety i stanowić miało rekompensatę za stracony przez haniebne zachowanie córki honor rodziny. Wydawać się może, że związanie się z mężczyzną starszym (aż!) o 36 lat  może być jedynie wielkim nieszczęściem dla kobiety i nie może przynieść nic wspaniałego, w tym przypadku było inaczej. Związek Elżbiety i wielkiego Jana Heweliusza nie opierał się na bezgranicznej miłości i wielkiej namiętności, ale sprawił, że Elżbieta w końcu znalazła się we właściwym miejscu i czasie. Sam mąż dość szybko zauważył nieprzeciętność umysłu swojej małżonki i nie zważając na ówczesne poglądy odnośnie inteligencji oraz pozycji kobiet w społeczeństwie traktował Elżbietę jako równą sobie. Dzięki nieszablonowemu podejściu męża mogła ona rozwijać swoją pasję – naukę, ale także wbrew obiekcjom współtowarzyszy badań aktywnie uczestniczyć w nowych odkryciach. Danej jej było cieszyć się tymi wszystkim urokami nauki, które jeszcze w XVII wieku były szczelnie przysłonięte ciężką zasłoną niezrozumienia i niechęci wobec kobiet.
 Elżbieta Heweliusz to postać nadzwyczaj godna uwagi, dlatego też cieszę się, że miałam okazję poznać ją dzięki książce Kornelii Stepan „Żona astronoma. Historia Elżbiety Katarzyny Heweliusz.” Książkę czytałoby się z jeszcze większą przyjemnością gdyby postać Elżbiety była nieco bardziej rozbudowana, a jej wkład w rozwój badań męża został nieco dokładniej opisany. Nie mniej jednak popołudnie spędzone z tą książką w ręce  było bardzo miłe i godne polecenia.


P.S. Dziękuję viv za udostępnienie kolejnej (!) książki